Zaburzenia dysocjacyjne przypominają życie w rozszczepionej narracji – jakby ktoś nagle wyciszał dźwięk, przesuwał obraz albo zmieniał kanał bez zapowiedzi. Osoba doświadcza przerw w ciągłości przeżyć, odcięcia od emocji lub ciała, a czasem wręcz poczucia, że obserwuje siebie z boku. Psychoterapia poznawczo-behawioralna, wzbogacona o techniki stabilizacji i uważności, pomaga zebrać te fragmenty w spójną całość i odbudować poczucie wpływu.
Stabilizacja jako fundament procesu terapeutycznego
W pracy z zaburzeniami dysocjacyjnymi stabilizacja to pierwsza strefa, w której osoba może odetchnąć i zacząć czuć grunt pod nogami. Nie chodzi o „wyeliminowanie” objawów, lecz o stworzenie takiego poziomu bezpieczeństwa, który pozwoli zmierzyć się z głębszymi doświadczeniami. W podejściu CBT terapeuta pomaga klientowi rozumieć sygnały ciała, emocji i myśli, które poprzedzają dysocjację.
W jednym z moich doświadczeń terapeutycznych osoba opisywała „odpływanie”, które pojawiało się za każdym razem, gdy ktoś zadawał jej pytanie o uczucia. Zamiast przechodzić od razu do analizy traumy, skupiliśmy się na kotwiczeniu uwagi, np. poprzez kontakt stóp z podłogą czy nazywanie elementów otoczenia. To proste działania, a jednak potężne, bo zatrzymują przejście do stanu odłączenia.
W stabilizacji ważną rolę odgrywają również rytmy dnia. Klient, który przez lata żył chaotycznie, zaczyna wprowadzać powtarzalne nawyki: stałe pory snu, posiłków czy krótkie przerwy. Te elementy stają się dla niego mapą, dzięki której orientuje się w emocjach i nie gubi wrażenia ciągłości.
Przykład: osoba z intensywnymi epizodami derealizacji wprowadza trzy krótkie przerwy dziennie, aby zauważać swoje ciało. W ciągu kilku tygodni zmniejsza się częstotliwość „nagłych zaników kontaktu”, ponieważ organizm przestaje funkcjonować w ciągłym trybie alarmowym.
Uważność jako narzędzie odzyskiwania kontaktu ze sobą
Uważność, w kontekście zaburzeń dysocjacyjnych, nie przypomina minimalistycznego relaksu z aplikacji. To raczej dynamiczna praktyka obecności, w której osoba uczy się rozpoznawać mikrochwile zanikania i wracać do tu-i-teraz.
W CBT uważność często polega na zauważaniu myśli bez oceniania ich i bez uciekania od uczuć. Osoba uczy się, że może czuć niepokój, ale dalej pozostać w kontakcie z ciałem. Może doświadczać napięcia, a mimo to świadomie kierować uwagę na oddech czy punkt w przestrzeni.
Bywa, że uważność odsłania interesujące paradoksy. Jeden z moich klientów zauważył, że im bardziej próbował „wyprzeć” intensywne wspomnienia, tym częściej pojawiała się dysocjacja. Dopiero kiedy zaczął zauważać je z pewną łagodnością, reakcje odcięcia osłabły.
Uważności pomaga też struktura. Przykład: klientka z tendencją do depersonalizacji ćwiczy 90-sekundowe zadanie „powrót do ciała” – dotyka powierzchni stołu, liczy własne oddechy i nazywa temperaturę dłoni. Choć brzmi to prosto, po kilku tygodniach zauważa większą ciągłość przeżyć i mniejsze poczucie „rozmywania”.
W pracy terapeutycznej ważne jest, by uważność nie była karą ani kolejnym obowiązkiem do odhaczenia. Dobrze działa, kiedy staje się formą nauki bycia ze sobą, a nie próbą kontroli. Osoba sama odkrywa, które praktyki ją wspierają – jedni wybierają oddech, inni obserwację otoczenia, jeszcze inni ruch czy krótkie dziennikowanie.
Praca z traumą jako etap pogłębionej integracji
Kiedy stabilizacja i uważność tworzą solidne podparcie, przychodzi czas na pracę z traumą. Nie ma jednego wzorca, który działa dla wszystkich, ale CBT oferuje wiele metod, które pozwalają zmierzyć się z bolesnymi wspomnieniami bez ryzyka ponownego odcięcia.
Ważne jest stopniowanie – terapeuta i klient sprawdzają, które wspomnienia można omówić teraz, a które wymagają dodatkowego przygotowania. Przykład: osoba, która przez lata unikała myśli o przemocy w domu rodzinnym, zaczyna od zrekonstruowania neutralnych elementów sytuacji, takich jak „gdzie wtedy stałem?” albo „co widziałam w pokoju?”. Dopiero później przechodzi do uczuć i interpretacji.
W pracy z traumą pomagają również narzędzia zmieniające relację ze wspomnieniami. W CBT często stosuje się restrukturyzację przekonań, które z traumy wyrastają: „To była moja wina”, „Gdybym wtedy zachowała się inaczej, nic by się nie wydarzyło”. Zmiana takiego wewnętrznego monologu przynosi ogromną ulgę, bo pozwala wrócić do własnej historii jako autor, a nie ofiara losu.
W trakcie tego procesu terapeuta dba o to, by osoba nie traciła kontaktu z rzeczywistością. Jeśli pojawia się dysocjacja, wracają techniki stabilizujące – oddech, nazwanie emocji, kontakt sensoryczny. To nie jest regres, lecz naturalny element drogi do zmiany. Organizm uczy się, że może mierzyć się z trudnymi wydarzeniami i pozostać obecny.
Przykład: klientka, która doświadczała przemocy emocjonalnej w dzieciństwie, pracuje nad wspomnieniem rozmowy z matką. W pewnym momencie czuje zniknięcie w ciele. Terapeuta proponuje krótkie ćwiczenie uziemienia – dotknięcie podłogi i nazwanie barw w pomieszczeniu. Po chwili wraca do rozmowy i odkrywa, że wspomnienie ma nowe znaczenia: dziś widzi w nim nie porażkę, lecz próbę radzenia sobie dziecka w niemożliwej sytuacji.
Stabilizacja, uważność i trauma jako wspólny proces
Choć te trzy elementy – stabilizacja, uważność i praca z traumą – opisuję oddzielnie, w rzeczywistości tworzą spójną sieć, która wspiera integrację. Stabilizacja zapewnia bezpieczeństwo, uważność podtrzymuje kontakt, a praca z traumą pozwala zrozumieć własną historię i zakończyć wewnętrzne rozszczepienie.
Osoba, która zapętlała się w dysocjacji, zaczyna zauważać, że epizody pojawiają się rzadziej. Zwiększa się odporność na stres, a emocje stają się bardziej dostępne. Nie chodzi o „zniknięcie problemu”, lecz o odzyskanie całościowego doświadczenia – zdolności do odczuwania, reagowania i bycia w relacjach bez uciekania w odłączenie.
W praktyce wygląda to jak powolne zszywanie różnych warstw życia. Klient odkrywa, że potrafi jednocześnie czuć lęk i pozostać obecny. Może mówić o bolesnych wydarzeniach i nie tracić kontaktu z ciałem. Może odczuwać napięcie, a mimo to kierować uwagę na teraźniejszość. To są małe zwycięstwa, które z czasem prowadzą do większej zmiany.
Właśnie dlatego leczenie zaburzeń dysocjacyjnych wymaga podejścia wieloaspektowego. Psychoterapia CBT oferuje narzędzia, które pomagają zrozumieć wzorce, uważność uczy powrotu do siebie, a praca z traumą pozwala na integrację historii. Kiedy te elementy współpracują, osoba odzyskuje coś niezwykle cennego – poczucie ciągłości własnego istnienia.


