Z zewnątrz wszystko może wyglądać dobrze: wspólne życie, dom, dzieci, stabilizacja. A jednak w środku wiele par czuje się samotnych, niezrozumianych, oddalonych. Dlaczego? Bo komunikacja w małżeństwie często nie działa tak, jak powinna. Zamiast być mostem – staje się murem. Zamiast zbliżać – oddala. Nie chodzi tu o brak słów, lecz o to, jak i kiedy te słowa są wypowiadane. W terapii par temat komunikacji wraca nieustannie. To przestrzeń pełna napięć, ale i potencjału. Poniżej przyglądam się najczęstszym błędom, które pary popełniają, często nieświadomie.
Błąd w komunikacji – słowa bez słuchania
Czasem małżonkowie mówią do siebie dużo, a jednak się nie słyszą. Każdy czeka na swoją kolej, by coś powiedzieć, ale nie słucha drugiej strony z intencją zrozumienia. W relacjach takich dialog przypomina bardziej dwa monologi prowadzone równolegle niż prawdziwą rozmowę.
Brakuje zatrzymania, uważności, zadania pytania: „czy dobrze cię rozumiem?”.
W terapii często ćwiczymy coś bardzo prostego – parafrazowanie. Partner ma za zadanie powtórzyć to, co usłyszał od drugiej osoby. Niby proste, ale w praktyce okazuje się trudne. Bo wielu z nas nie słyszy tego, co zostało powiedziane – lecz to, co myśli, że zostało powiedziane.
Słuchanie to nie bierna czynność. To akt obecności. Wymaga odwagi, by odłożyć swoje reakcje i naprawdę wziąć pod uwagę cudzy świat.
Komunikacja bez emocji – „wszystko dobrze, tylko że martwo”
W wielu związkach dochodzi do emocjonalnego znieczulenia. Partnerzy rozmawiają o sprawach organizacyjnych, dzieciach, zakupach, ale brakuje rozmów o uczuciach, potrzebach, tęsknotach. Komunikacja zostaje zredukowana do zarządzania domem.
W takich relacjach może nie być awantur, ale jest cisza. Milcząca pustka, w której nikt nie mówi, że jest mu smutno, trudno, samotnie. Czasem za tą ciszą kryje się lęk – że emocje „rozsadzą” związek. Ale bez nich para przestaje się widzieć nawzajem jako osoby – widzi jedynie funkcje.
Terapia bywa dla takich par szokiem – bo po latach nieobecności emocji nagle trzeba zacząć mówić: „boję się”, „czuję się niepotrzebna”, „jestem zraniony”. To język, którego często trzeba się uczyć od nowa.
Mowa komunikacji – oskarżenia zamiast wyrażania siebie
Jednym z najczęstszych błędów w komunikacji małżeńskiej jest mówienie oskarżeniami, a nie w języku własnych przeżyć. Zamiast: „czuję się pominięta, gdy nie wracasz na czas” – słyszymy: „nigdy ci na mnie nie zależało!”. Zamiast: „jest mi trudno, kiedy nie rozmawiamy” – pada: „z tobą się nie da dogadać!”.
Ten sposób mówienia wywołuje natychmiastową reakcję obronną. Zamiast rozmowy – mamy wojnę. Zamiast zbliżenia – eskalację.
W terapii uczymy się formułowania komunikatów „ja” zamiast „ty”. Mówienia z własnego wnętrza, bez oceny drugiej osoby. To nie manipulacja – to uczciwe i dojrzałe podejście do relacji, w której każda strona odpowiada za to, jak mówi.
Przykład? Zamiast: „ciągle się złościsz!”, można powiedzieć: „czuję się napięta, kiedy krzyczysz. Trudno mi wtedy zrozumieć, o co chodzi”. To zmienia ton rozmowy. Tworzy przestrzeń, by druga osoba się otworzyła, zamiast zamknąć.
Przekazywanie emocji przez zachowanie, nie słowa
Nie wszyscy potrafią mówić o emocjach – ale wszyscy je przekazujemy. Często poprzez zachowanie: trzaskanie drzwiami, milczenie, przewracanie oczami, unikanie kontaktu. Wiele par nieświadomie komunikuje swoje niezadowolenie pasywnie, licząc, że partner się domyśli.
To duże źródło nieporozumień. Bo w rzeczywistości partner najczęściej nie domyśla się niczego – tylko odczytuje zachowanie przez własny filtr.
Milczenie może być odczytane jako kara. Zmęczenie jako obojętność. Zamykanie się w sobie jako chłód.
W relacji potrzebujemy jasnych, słownych komunikatów, nawet jeśli nie są wygodne. Można powiedzieć: „jestem zły i potrzebuję trochę czasu” – zamiast po prostu znikać emocjonalnie. Tylko wtedy druga osoba ma szansę odpowiedzieć z poziomu zrozumienia, a nie domysłów.
Przeszłość w teraźniejszości – stary bagaż, nowe rozmowy
W komunikacji małżeńskiej często uczestniczy więcej niż dwie osoby. Obok partnerów siedzą – symbolicznie – rodzice, poprzedni partnerzy, dzieciństwo. Bo nasze sposoby reagowania, obrony, oczekiwania – to nie są czyste reakcje. To historia, która nadal działa.
Ktoś, kto był ignorowany jako dziecko, może nadmiernie reagować na każde „nie” partnera. Ktoś, kto był krytykowany, może słyszeć osąd nawet tam, gdzie go nie ma.
W terapii uczymy się rozróżniać przeszłość od teraźniejszości. Zamiast reagować impulsem, zaczynamy pytać: „czy to, co czuję teraz, naprawdę dotyczy mojego partnera, czy może kogoś innego z przeszłości?”
To trudne, ale bardzo wyzwalające. Bo wtedy przestajemy walczyć z cieniem, a zaczynamy naprawdę rozmawiać z osobą, która jest przed nami.
Brak komunikacji o potrzebach – niedomówienia, które rosną
Wielu ludzi zakłada, że „jeśli ktoś mnie kocha, to się domyśli”. Niestety, miłość nie daje zdolności do telepatii. A potrzeby, o których się nie mówi, prędzej czy później stają się źródłem frustracji.
Zamiast powiedzieć: „potrzebuję więcej bliskości”, mówimy: „tylko telefon ci w głowie”. Zamiast: „brakuje mi rozmów z tobą”, słyszymy: „zawsze siedzisz przed komputerem”.
Nie chodzi o to, by partner spełniał każdą naszą potrzebę. Ale o to, by była przestrzeń, by je nazwać i wspólnie się im przyjrzeć.
W zdrowej relacji nie chodzi o to, by się nawzajem „obsługiwać”. Chodzi o to, by się nawzajem usłyszeć.
Terapia par a nauka komunikacji – odzyskiwanie mostu
Wiele par zgłasza się na terapię nie z powodu zdrady, problemów finansowych czy dzieci – ale z powodu braku rozmowy. A może bardziej – z powodu niemocy, jaka ogarnia ich, gdy próbują się dogadać.
Terapia par nie naprawia relacji za ludzi. Ale daje narzędzia, które pomagają przestać się ranić nieświadomie. Uczy, że złość można wyrazić bez ataku, że rozczarowanie można wypowiedzieć bez pogardy, że różnice nie muszą oznaczać wojny.
W gabinecie pojawiają się też łzy – bo często partnerzy po raz pierwszy od dawna naprawdę się słyszą. I to nie słowa są wtedy najważniejsze – tylko to, że ktoś czuje się wreszcie zobaczony.
Podsumowanie – rozmowa jako praktyka miłości
Komunikacja małżeńska to nie umiejętność techniczna. To wyraz relacji. Jakość rozmów odzwierciedla jakość więzi. Gdy mówimy bez słuchania, bez emocji, z oskarżeniem, z bagażem przeszłości – tracimy nie tylko kontakt z partnerem, ale i z samym sobą.
Najczęstsze błędy w komunikacji to nie „złe intencje”. To nieświadomość, automatyzmy, lęki, stare rany. Ale dobra wiadomość jest taka, że można to zmienić. Nie od razu. Nie idealnie. Ale wystarczająco, by znów się do siebie zbliżyć.
Bo rozmowa to nie tylko wymiana słów. To akt obecności, troski, odwagi i miłości. I jak każda relacja – wymaga uwagi, czasu i gotowości, by uczyć się siebie nawzajem wciąż na nowo.


